Mazurek

Franciszek Karpiński

Dobranoc, Jacenta,
I wam, usta czyste,
I słodkie oczęta,
I piersi parzyste!

Ja nie spać statecznie
Całą noc gotowym:
Bo któż śpi bezpiecznie
Przy skarbie takowym?

Wzięłaś mi sen cały
Oczu twych czarami;
Nie będę zuchwały,
Żartował z oczami.

Pójdęż ja do fary,
Jak się na dzień zbierze,
Na te twoje czary
Zakupię pacierze,

Kupięż ja i świecę
Za złotowiec cały,
Bym nie miał tęsknice
Po Jacentej białej.

Przynajmniej uproszę,
Jeśli jest zuchwała,
By, co ja ponoszę,
Toż samo cierpiała.

Trzeba się kochać

Franciszek Karpiński

Trzeba się kochać słodka Rozyno,
Póki rzeźwiejsze lata nie miną,
Na to ci serce i piękność dana,
Żebyś kochała, była kochana.

Trzeba się kochać, wszystko ci gada,
Co tylko żyje, co sobą włada,
Temi prawami rządzi się wiecznie;
Trzeba się kochać, trzeba koniecznie.

Kiedy się trafią oczy przychylne,
Wprzód się szukają przez drogi mylne,
Potem zdybane niby niechcący,
Rozpalają się w płomień gorący.

Zaraz się zwierzą swej tajemnicy,
Źrenica mówi cicho źrenicy,
Co serca słyszą, a nikt na stronie,
To przyjacielskie stwierdzają dłonie.

Prawda, że czasem miłość dokuczy,
Nie śpi, nie jada, troszcze się, mruczy:
A i wtenczas, kiedy ją kląłem,
Czułem, że była moim żywiołem.

Miłość sprowadza ludzi w gromady,
Matka pokoju, zabrania zwady,
Miłość pociechą w życiu jedyną,
Trzeba się kochać słodka Rozyno.

Za tyle lat

Ewa Lipska

Za tyle lat na ile będą wyglądać
o ile dojrzeją do mówienia o nich
za tyle lat powrócę popatrzeć na chwilę
dom mój krokiem skończonym przypomnieć.

Drzwi otwarte. Och przeciąg! Nie zamknąłeś mój drogi
i rozmowy nasze uleciały.
Teraz świat je podsłucha. Teraz świat je rozniesie.
Będą jeszcze raz umierały.

Jak niewiele się zmienia.
Pokój godny zaproszeń na herbatę.
W krzesłach lekko wytartych drżą jeszcze nasze cienie.
Już półcienie. Wypełzły przez lato.

Stół pokryty wyznaniem. Moim. Twoim. Już nie wiem.
Talon szczęścia. Nie wykupiony.
Zawsze byłeś niedbały. Jeszcze kwiaty dla ciebie
stoją chude wyschnięte zdumione.

Jeszcze wiersze. Ach wiersze wsparte niemym porywem
teraz z ręki do ręki przenoszę.
Ale wiersze jak wiersze. Ale wiersze jak życie.
Może tylko trochę bardziej siwe.

Bajka

Ewa Lipska

Jak bardzo wiele mamy lat
pod tą leszczyną. Pod tą leszczyną.
Ciągłością umęczony świat
i czyją winą? Czyją winą?

Tak w siebie zapatrzeni przekraczamy nas.
Daleko za odległość. Daleko za odległość.
Oczom widocznie nadszedł czas
by dojrzeć świata część zaległą.

Zobaczył nam się nagle świat:
ja ciebie widzę a ty mnie.
Och jak niewiele mamy lat:
jak krótka bajka w długim śnie.

Edgar Allan Poe Do Heleny

Edgar Allan Poe

Heleno, wobec twej urody
Stoję jak dawni Niceanie,
Widzący sponad wonnej wody
Ojczyste brzegi i ogrody
Po wielu dniach na oceanie.

I mnie przez morskich pian kaskady
Wiodły twe hiacyntowe włosy,
Klasyczne rysy, głos najady —
Bym w tobie Grecji wzniosłe losy
I rzymskiej chwały poznał ślady.

Tam! okna jarzą się kontury —
Stoisz z kagankiem, do statuy
Podobna, z dłonią wyciągniętą:
Ach, Psyche moja — z kraju, który
Jest Ziemią Świętą!

Przełożył Stanisław Barańczak

Wieczorem

Bolesław Leśmian

Wieczorem było, wieczorem,
Gdy zorza zgasła nad borem.
Dzienny ulatniał się skwar,
Rosa nam spadła na głowy
I zmierzchem dymił się jar,
Jar kalinowy.

Z daleka idzie, z daleka
Ten mrok, co kwiatów się zrzeka.
Gdy płosząc ospałą woń,
Chłód powiał nad pola zżęte,
O moją zagrzałaś skroń
Dłonie zziębnięte.

Nie wolno patrzeć, nie wolno
Bez pieszczot w ciemność dokolną!
Zabłąkanych w obszarach pól
Nie złączy żaden sen złoty,
Ni lęk, ni zgroza, ni ból,
Nic — prócz pieszczoty!

W malinowym chruśniaku

Bolesław Leśmian

W malinowym chruśniaku, przed ciekawych wzrokiem
Zapodziani po głowy, przez długie godziny
Zrywaliśmy przybyłe tej nocy maliny.
Palce miałaś na oślep skrwawione ich sokiem.

Bąk złośnik huczał basem, jakby straszył kwiaty,
Rdzawe guzy na słońcu wygrzewał liść chory,
Złachmaniałych pajęczyn skrzyły się wisiory,
I szedł tyłem na grzbiecie jakiś żuk kosmaty.

Duszno było od malin, któreś, szepcząc, rwała,
A szept nasz tylko wówczas nacichał w ich woni,
Gdym wargami wygarniał z podanej mi dłoni
Owoce, przepojone wonią twego ciała.

I stały się maliny narzędziem pieszczoty
Tej pierwszej, tej zdziwionej, która w całym niebie
Nie zna innych upojeń, oprócz samej siebie,
I chce się wciąż powtarzać dla własnej dziwoty.

I nie wiem, jak się stało, w którym okamgnieniu,
Żeś dotknęła mi wargą spoconego czoła,
Porwałem twoje dłonie — oddałaś w skupieniu
A chruśniak malinowy trwał wciąż dookoła.

W polu

Bolesław Leśmian

Dwoje nas w ciszy polnego zakątka.
Strumień na oślep ku słońcu się pali,
W liściu, co trafił na krzywy prąd fali,
Wiruje, płynie szafirowa łątka.

Nadbrzeżna trawa zwisając potrąca
O swe odbicie zsiwiałą kończynę,
Do której ślimak, pęczniejąc z gorąca,
Przylepił muszlę swym ciałem i śliną.

Nad ranem

Bolesław Leśmian

Śpisz jeszcze... Na twych rzęsach — skra drobna poranku.
Strachy śnią się twej dłoni — bo i drga i pała.
Oddychaj tak — bez końca. Czaruj — bez ustanku.
Kocham oddech twej piersi, ruch śpiącego ciała.

Ileż lat już minęło od pierwszej pieszczoty?
Ile dni od ostatniej upływa niedoli?
Co nas wczoraj — smuciło? Co jutro — zaboli?
I czy zbraknie nam kiedyś do szczęścia ochoty?

Przyjdzie noc o źrenicach zaświatowe łanich
I spojrzy — i zabije... Polegniem — snem czynni...
Jak to? Więc musim umrzeć tak samo jak inni?
Jak ci — choćby z przeciwka?... Pomódlmy się za nich...

Kiedy od ciebie

Alfred Mombert

Kiedy od ciebie wychodzę,
Dźwięczą pode mną marmurowe schody.
Twarz mi się zmienia i cała postawa —
Robakiem staję się? Staję się aniołem?
Przychodzę z mrocznych lasów do ciebie
Do słonecznego miasta z marmuru.
Całuj mnie
W złotych promieniach!
We mnie są mroczne lasy cisowe.

Przełożył Leopold Lewin

Czekasz namiętnie

Aleksander Błok

Czekasz namiętnie. Wołam ciebie,
Lecz głosy słyszę nieznajome.
Ognisko zgasło, dym znikł w niebie —
Ojczysty step. On jest twym domem.

Tam zmierzch się ściele już na ziemię,
Majaki, zjawy w mgieł tumanie,
Dla mnie — niepokój, smutku brzemię,
Dla ciebie — spokój, pojednanie.

O, jak przy tobie jestem biedny!
Ogarniam wszystko i rozumiem,
I władać pragnę tobą jedną,
Ale nie mogę i nie umiem!

Przełożył Kazimierz Andrzej Jaworski

Próba wniebowstąpienia

Edward Stachura

Próba wniebowstąpienia
Przyjdź do mnie jawnogrzesznico
będę cię rozdzierał powoli

na wszystkie nadzieje kolorów i zespolenie
może zakwitniesz nad ranem
piękną duszą słonecznika

O zmroku

Borys Pasternak

O zmroku ciągle jesteś dla mnie uczennicą,
Podlotkiem. Zima. Zachód jest leśnikiem
W lesie godzin. Ja leżę, na zmierzchanie licząc.
I oto — hej! Wołania i okrzyki.

A noc, a noc! To piekło, trwoga, dom nieszczęścia!
Spróbuj przyjść, gdybyż ciebie tu przygnało!
Ona — twój krok, twój ślub, twoje zamęście.
I cięższa niż badania trybunału.

Pamiętasz? czy pamiętasz? Gromadą gołębic
Leciały płatki piersią poprzez gwary.
Wiatr żarłocznie je chwytał i hulaszczo kłębił,
Z straganów wgniatał w śnieg na trotuary.

Ty przebiegałaś. Wicher niby dywan z boku
Podtykał pod nas sanki o kryształy!
Życie aż od pąsowych jaśniejąc obłoków
W żarze zamieci niby krew chlustało!

Pamiętasz ruch? Te czasy? Kramarzy stłoczonych?
Ścisk i stragany, chłodnych monet lśnienie?
I tamtych dawnych przedświątecznych dzwonów
Pamiętasz, czy pamiętasz to dudnienie?

Niestety, miłość! Wreszcie wypowiedzieć muszę!
Czym cię zastąpić? Tranem? Może bromem?
Patrząc jak oko końskie z ukosa, z poduszek,
Wciąż bezsenności lękam się ogromnej.

O zmroku ciągle jesteś dla mnie maturzystką —
Czyżyk, migrena, podręcznik, egzamin.
Lecz nocą! Jak pić proszą, jak w gorączce błyszczą
Oczy kapsułek i fiolek z lekami!

Zmierzch

Bolesław Leśmian

Pierwsza zmierzchu fala
Spływa ponad dach.
W szybach — mrok, a z dala
Słońce się dopala
W nasturcjach i mgłach.

Mąci nam rozmowę
Pustych murów biel...
Dłonie swe różowe
Ściel pod moją głowę —
Nic nie mówiąc, ściel!

Kto swe serce zbada
W taki zmierzch jak ten?
Łza śmiertelnie blada
W snu głębinę spada,
Choć nie wierzy w sen!...

Wyznanie

Bolesław Leśmian

Nie ran pogardą tej obcej dziewczyny,
Jej czar jest inny niżeli twój czar.
Tyś memu ciału dreszcz w świecie jedyny,
A ona ust mi chce oddać maliny —
Czyjaż dłoń zdoła odtrącić ten czar?

Wszak tobie pierwszej tę miłość wyznaję —
Ona nic nie wie, choć czeka i śni.
Szedłbym tak do niej jak w lasy i w gaje,
A odkąd znam ją, wciąż mi się wydaje,
Że policzone są wiosny mej dni!

Wargi me falą w uśmiechu ozdobne,
Jaśnistym włosem polśnioną ma skroń,
Spojrzenie — pilne i z lekka żałobne,
Dłonie do twoich niechący podobne —
Pieszcząc pomyślę, że pieszczę twą dłoń...

Jej zaklęć szepty nie zmienią mnie wcale,
Jej pocałunek nie rozłączy nas!
Pozwól mi odejść w ust tamtych korale,
Bym łkał przez chwilę, bym kochał niestale
Raz jeszcze jeden, ach, tylko ten raz!

Usta i oczy

Bolesław Leśmian

Znam tyle twoich pieszczot! Lecz gdy dzień na zmroczu
Błyśnie gwiazdą, wspominam tę jedną — bez słów,
Co każe ci ustami szukać moich oczu...
Tak mnie zegnasz zazwyczaj, im powrócę znów.

Czemu właśnie w tej chwili, gdy odejść mi pora,
Pieścisz oczy, nim spojrzą w czar lasów i łąk?...
Bywa tak: świt się budzi od strony jeziora,
Nagląc nas do rozplotu snem zagrzanych rąk...

O szyby — jeszcze chłodne — uderza pozłotą
Nagły z nieba na ziemię świateł zlot i spust —
Usta twe — na mych oczach! Co chcesz tą pieszczotą
Powiedzieć? Mów — lecz zmyślnych nie odrywaj ust!

Pieszczota

Bolesław Leśmian

Ten pąk róży, co dobył zaledwie pół skroni
W uścisk liści od spodu tak czujnie ujęty!
Ten uśmiech, co się uczy i barwy, i woni —
Ten czar, co tym czaruje, że nierozwinięty!

Na palcach doń się zbliżam, by kroków odgłosy
Nie spłoszyły tej ciszy, w której trwa i rośnie,
I, oczy przymykając, całuję zazdrośnie
Jedwab ciepły od słońca i mokry od rosy.

A po chwili, gdy, dłonią muskając twe sploty,
Opodal tego pąka w cieniu drzew cię pieszczę,
Ustom twoim dorzucam ślad twojej pieszczoty
Do smugi pocałunku, nie startego jeszcze.

Romans

Bolesław Leśmian

Romans śpiewam, bo śpiewam! Bo jestem śpiewakiem!
Ona była żebraczką, a on był żebrakiem.

Pokochali się nagle na rogu ulicy
I nie było uboższej w mieście tajemnicy...

Nastała noc majowa, gwiaździście wesoła,
Siedli — ramię z ramieniem — na stopniach kościoła.

Ona mu podawała z wyrazem skupienia
To usta do pieszczoty, to — chleb do gryzienia.

I tak śniąc, przegryzali pod majowym niebem
Na przemian chleb — pieszczotą, a pieszczotę — chlebem

Dwa głody sycili pod opieką wiosny:
Jeden głód — ten żebraczy, a drugi — miłosny.

Poeta, co ich widział, zgadł, jak żyć trzeba?
Ma dwa głody, lecz brak mu — dziewczyny i chleba.

Tajemnica

Bolesław Leśmian

Nikt nas nie widział — chyba te ćmy,
Co puszyścieją w przelocie.
I tak nam słodko, że tylko — my
Wiemy o naszej pieszczocie.

Młodsza twa siostra, zrywając wrzos,
Śledziła szept nasz daleki...
I mówiąc z nami, ucisza głos —
A milknąc — spuszcza powieki.

I po ogrodzie mknie wzdłuż i wszerz,
Zaprzepaszczona w swym śpiewie!
I tak nam słodko, że ona też
Wie o tym, o czym nikt nie wie...

Wybiegnij za mną

Antoni Słonimski

Wybiegnij za mną, luba, jak pies przed zagrodę,
Na twoje ciało blade, jaśniejące w mroku,
Niechaj się patrzę idąc, jak się patrzy w wodę;
Zatrzymać się nie mogę, więc dotrzymaj kroku.

Biegnij blisko tuż przy mnie, jak fala potoku,
Zanim się biegiem zmęczy twoje serce młode,
A może zdążę wchłonąć, wypić twą urodę
I obraz twój na wieki zatrzymać w mym oku.

Ukryję cię w mym sercu jak w umarłej niszy:
Chociaż zamknięta w grobie, lecz nie zaznasz ciszy,
Gdy cię w burzliwym sercu poniosę daleko.

Obraz twój kolorowy zamknę pod powieką,
Co na uroki świata opadnie jak wieko
Trumny, w której umarły w męce wiecznej dyszy.

Narzeczona

Aleksander Prokofjew

Mknie na łeb na szyję ulicą południe,
raz po raz zielonym skrzydłem o ziem łupnie.
A na tej ulicy, jak młoda cieciorka,
narzeczona moja w krajkach i w paciorkach.
Przed nią po dolinach słowik pieśni wije,
za nią para w parę płaczą harmonije.
Ja jej mówię:
"Migasz tą odświętną bluzką,
jakbyś była w rzece stynką srebrnołuską.
Na prawo, na lewo, popatrz, jak się mienią
liny w kamizelkach obszytych zielenią!
Widzisz czy nie widzisz? Kochasz czy nie kochasz?
Powiedziałabyś mi jedno słówko chociaż".
Odpowiedź przychodzi grzeczna, ale kręta:
"Czas by już do domu powracać, dziewczęta,
bo już kamień stygnie, na kamieniu rosa,
bokami, bokami idzie deszcz z ukosa".
"Królowo czerwienna, postój chwilę jeszcze,
skąd z jasnego nieba roją ci się deszcze?
Skąd ma przyjść wichura, gdy wiatr złamał nogę?"
A ta się upiera:
"Kochaneczki, w drogę!
Co racja, to racja, mówca prawdę rzecze,
Na przeprawach słońce bezlitośnie piecze,
od słonecznych żagwi, co wprost w oczy wieją,
darowane wstążki do szczętu spłowieją".
"Czekaj, nie uciekaj!"
powtarzam zawzięcie,
"Ja ci nowe wstążki przyniosę w prezencie,
krew morza i wiatru w żyłach im się toczy,
słońce ich nie spali ani deszcz nie zmoczy.
Co się z tobą stało? Byłaś mi łaskawszą.
Chcesz, to cię uścisnę, niech ludziska patrzą?"
Ona jak szwagrowi odpowie śmiejący:
"Tyś nad strojną ziemią sokół jaśniejący.
Latałbyś, sokole, ponad lasem, wodą,
tam gdzie gwiazdy niebo płomieniami bodą!
Com ci żartem rzekła, dzisiaj się odrzekam:
ty sokołem jesteś, a ja orła czekam!
On pieśń wyprowadzi jak konia ze stajni,
bez pytania złapie, ściśnie najzwyczajniej,
przy ludziach, przy słońcu, nie tam gdzieś na stronie".
W niedobrym przeczuciu zamilkły harmonie,
a ja w bok odchodzę, na skoszoną łąkę,
i wołam,
by grajek zagrał nam rozłąkę.

Przełożył Jerzy Litwiniuk

Śnieżne wino

Aleksander Błok

I znów, błysnąwszy w czarze winnej,
Zaszczepiasz dawną grozę w duszy
Dawnym uśmiechem swym niewinnym
Pośród wężowych włosów burzy.

I przewrócony w ciemnych strugach
Znów nie kochając chciwie chłonę
Przelotny sen o pocałunkach,
Śnieżne zamiecie twe skłębione.

A ty się śmiejesz dziwnym śmiechem,
W złocistym wijesz się kielichu
I nad sobolim twym futerkiem
Niebieski wiatr przeciągle wzdycha.

I jakże patrząc w żywioł trunku
Nie ujrzeć ciebie tam w koronie,
Nie wspomnieć twoich pocałunków
Na swojej twarzy przewróconej?

Przełożyła Maria Leśniewska

Na zakręcie

Agnieszka Osiecka

Dobrze się pan czuje?
To świetnie,
właśnie widzę — jasny wzrok, równy krok
jak w marszu.

A ja jestem, proszę pana, na zakręcie.
Moje prawo to jest pańskie lewo.
Pan widzi: krzesło, ławkę, stół,
a ja — rozdarte drzewo.
Bo ja jestem, proszę pana, na zakręcie.
Ode mnie widać niebo pokrzywione.
Pan dzieli każdą zimę, każdy świt na pół.
Pan kocha swoją żonę.

Pora wracać, bo papieros zgaśnie.
Niedługo, proszę pana, będzie rano.
Żona czeka, pewnie wcale dziś nie zaśnie.
A robotnicy wstaną.

A ja jestem, proszę pana, na zakręcie.
Migają światła rozmaitych możliwości.
Pan mówi: basta, pauza, pat.
I pan mi nie zazdrości.

Lepiej chodźmy, bo papieros zgaśnie.
Niedługo, pan to czuje, będzie rano.
Ona czeka, wcale dziś nie zaśnie.
A robotnicy wstaną.

A ja jestem, proszę pana, na zakręcie.
Choć gdybym chciała — bym się urządziła.
Już widzę: pieska, bieska, stół.
Wystarczy, żebym była miła.

Pan był także, proszę pana, na zakręcie.
Dziś pan dostrzega, proszę pana, te realia.
I pan haruje, proszę pana, jak ten wół.
A moje życie się kolebie niczym balia.

Pora wracać, już śpiewają zięby.
Niedługo, proszę pana, będzie rano.
Iść do domu, przetrzeć oczy, umyć zęby.
Nim robotnicy wstaną.

Wizyta

Adam Mickiewicz

Ledwo wnijdę, słów kilka przemówię z nią samą,
Jużci dzwonek przeraża, wpada galonowy,
Za nim wizyta, za nią ukłony, rozmowy,
Ledwie wizyta z bramy, już druga za bramą.

Gdybym mógł, progi wilczą otoczyłbym jamą,
Stawiłbym lisie pastki, kolczaste okowy,
A jeśli nie dość bronią, uciec bym gotowy
Na tamten świat stygową zasłonić się tamą.

O przeklęty nudziarzu! ja liczę minuty,
Jak zbrodniarz, co go czeka ostatnia katusza:
Ty pleciesz błahe dzieje wczorajszej reduty.

Już bierzesz rękawiczki, szukasz kapelusza,
Teraz odetchnę nieco, wstąpi we mnie dusza...
O bogi! znowu siada, siedzi jak przykuty!

Zawieja

Julian Tuwim

Miłość mnie szuka po mieście,
Miłość w zielonym berecie.
Przepadłem jak kamień w wodę.
Gdzie jestem? Wy może wiecie?

Spod zielonego beretu
Strzępek wichury w złocie:
Ptak nieprzytomny z tęsknoty,
Włosy w porywczym odlocie.

Biega w rumieńcach, zdyszana,
Pośpiechem drżąc gorączkowym,
Miłość, zawieja wieczorna,
Miłość w trenczkocie deszczowym.

Wiatr jej nadążyć nie może
I gończe listy rozwiesza,
Pod naprężonym jej swetrem
Stuka żarliwa depesza.

W barach, kawiarniach, teatrach
Listy i serca zostawia,
Zamieć po mieście kołuje,
Róże spod bruku wykrwawia.

Zrywam je, moja nieznana,
Cień pochylony bólem:
Czerwone blaski z kałuży
Oczyma podnoszę czule.

Los

Julian Tuwim

Taki to już los mój będzie,
Takie to już miłowanie:
Przywitanie, pożegnanie,
Pożegnania, wspominanie…
Oczy twoje widzę wszędzie,
Oczy twoje mnie całują
Z dali, z dali mnie miłują,
Z dali, z dali mnie żałują,
Nie przychodzą na wyzwanie,
Jeno błyszczą, jak w legendzie,
W dali, w dali, zewsząd, wszędzie,
— Takie to już los mój będzie,
takie to już miłowanie:
Przywitane… pożegnanie…

Musisz mi pomóc

Edward Stachura

Kocham za siebie, kocham za ciebie,
Kocham jeden za dwoje.
Słońce po niebie, księżyc po niebie,
Gwiazdy po niebie, chmury po niebie —
Wszystko spoczywa na mojej głowie!

Musisz mi pomóc, musisz mi pomóc,
Swoją miłością musisz mi pomóc;
Musisz pokochać mnie więcej,
Bliżej wyciągać kochane ręce
Musisz!

Sam nie podołam, sam nie dam rady
Unieść tyle miłości.
Księżyc i gwiazdy, chmury i słońce,
Lody wciąż łamać, ciągle i ciągle,
Sił mi brakuje, o pomoc proszę!

Musisz mi pomóc, musisz mi pomóc,
Swoja miłością musisz mi pomóc,
Musisz pokochać mnie więcej,
Bliżej wyciągnąć kochane rece
Musisz!

Musisz mi pomóc, musisz mi pomóc,
Swoja miłością musisz mi pomóc,
Musisz pokochać mnie mocniej,
Żebym się nie mógł w głęboka wodę
Rzucić!

Twe Oczy

Anonim

Jakbym całował twe śliczne oczy,
I pieścił jedwab twoich warkoczy;
W objęciu Twoim, słodkim marzeniu
Sennym bym zdał się zapomnieniu!
Niech pieśni miłosne snuję
I Twoje śliczne oczy całuję.

Jakbym Ci stworzył szczęścia świat mały
Zawiódł w krainę, gdzie ideały,
Motyle ułud z Tobą bym gonił,
I Ciebie kwiatku od nieszczęścia chronił...
Pozwól, niech pieśni miłosne snuję
I śliczne Twoje oczy całuję.

Ty i pan

Aleksander Puszkin

Zamiast pustego "pan" — w rozmowie
Wyrwało jej się czułe "ty",
I wszystkie najszczęśliwsze sny
Zbudziła w duszy przy tym słowie.

Wpatrzony, miłość wzrokiem ślę,
Tęsknota serce me przepełnia,
I mówię: jaka pani miła!
I myślę: jak ja kocham Ciebie!

Przełożył Julian Tuwim

Cóż tobie imię moje

Aleksander Puszkin

Cóż tobie imię moje powie?
Umrze jak smutny poszum fali,
Co pluśnie w brzeg i zmilknie w dali,
jak nocą głuchą dźwięk w dąbrowie,

Skreślone w twoim imonniku,
Zostawi martwy ślad, podobny
Do hieroglifów płyt nagrobnych
W niezrozumiałym języku.

Cóż po nim? Pamięć jego zgłuszy
Wir wzruszeń nowych i burzliwych
I już nie wskrzesi w twojej duszy
Uczuć niewinnych, wspomnień tkliwych.

Lecz gdy ci będzie smutno — wspomnij,
Wymów je szeptem jak niczyje
I powiedz: ktoś pamięta o mnie,
Jest w świecie serce, w którym żyję.

Przełożył Julian Tuwim

Hamlet

Aleksander Błok

Jam Hamlet. Krew ucieka z żył,
Gdy zdrada w krąg zastawia sieci.
Ale miłości pierwsze łzy —
Dla pierwszej i ostatniej w świecie.

Ciebie, Ofelię mą najsłodszą,
Chłód życia w dali mgłami zasnuł,
I ginę — książę — w kraju własnym
Zatrutym ugodzony ostrzem.

Przełożył Andrzej Mandalian

Dwa słowa

Adam Mickiewicz

Gdy sam na sam z tobą siedzę,
Nie mam czasu o nic pytać:
Patrzę w oczy, ustek śledzę,
Chciałbym wszystkie myśli czytać
Wprzód, nim w oczętach zaświecą;
Chciałbym wszystkie słówka chwytać
Wprzód, nim od ustek odlecą; —
I nie potrzeba tłumaczyć,
Co chcę słyszeć, co zobaczyć.
Rzecz nietrudna i nienowa,
Moja luba! te dwa słowa:
Kocham ciebie, kocham ciebie.

Innego nie chcę widoku,
Kiedy z tobą będę w niebie;
Tylko niech te dwa wyrazy,
Napisane w twoim oku,
Odbite po tysiąc razy
Widzę wszędzie wkoło siebie.
I innej muzyki w niebie
Nie chcę od wschodu jutrzenki
Słyszeć do zachodu słońca;
Kocham ciebie, kocham ciebie.

Dość mnie tej jednej piosenki
Z waryjacjami bez końca.

Neutralne odcienie

Thomas Hardy

Staliśmy w ten zimowy dzień, z zimna skuleni,
Nad stawem, w słońcu zbladłym, jakby Bóg je zbeształ;
Nędzną darń kryły liście, spopielała resztka
Ognistych barw jesionu z minionej jesieni.

Patrzyłaś na mnie wzrokiem, jakim się obdarza
Zagadki o od dawna znanych rozwiązaniach;
Mówiliśmy — spierali się bez przekonania,
Któremu z nas ta miłość więcej strat przysparza.

Twój uśmiech był najbardziej martwą z wszystkich w świecie
Rzeczy dość żywych, aby miały siły skonać;
I kącikom ust gorycz ciążyła spóźniona,
Jakby złowróżbny ptak próżno chciał wzlecieć...

Odtąd wszystko trwa dla mnie w kształcie tej jałowej
Lekcji — że miłość łudzi, by skazać na mękę:
Twoja twarz, drzewo, słońce przez Boga przeklęte
I staw obramowany szarawym listowiem.

Przełożył Stanisław Barańczak

Puste miejsca

Tomasz Jastrun

Za długo trzymaliśmy się za ręce
I poranione są nasze dłonie
Zbyt wiele było słów martwych
I już nie mamy sobie nic do powiedzenia

Zamiast kwiatów rosną w naszych doniczkach
Puste miejsca o dużych liściach
Gdy pada na nie promień słońca
Prześwitują żyły i powieki

A jednak za krótko tuliliśmy się do siebie
Za mało było szeptów i krzyków
Za mało w nas ciepła dla naszych roślin
Które pną się na przekór niebytom

I skąd wokół tyle krwi zabitych malin
Tu gdzie nikt niczego nie zrywał

Niekochana

Tomasz Jastrun

Pamiętam miłość w jej twarzy
Promień który wpadł przez okno
Gdy odsunęła zasłonę

Zawirowały w jego blasku
Drobinki mojego kurzu
Pył z roztrzaskanej planety
Na której słychać było kiedyś
Szelest rosnącej trawy

Pamiętam miłość w jej twarzy
Wbitą głęboko po rękojeść

I moje przerażenie bez granic
W które szła jak niewidoma
Poprawiając ręką włosy
Ze skupionym wokół ostrza uśmiechem

Odchodzę

Wanda Bacewicz

Odchodzę
z ciepłem twego policzka
na ustach

Ulotność śpiesznego żegnania
budzi pragnienie
gestów patetycznych

Lecz przestrzegam miary
od lat odchodzę skromnie
by nie odkryto szaleństwa
które oddala mnie od ciebie
zawsze
jakby na wieczność

Malaria

Władysław Broniewski

Biją zegary, pieją koguty,
chininą szumi malaria.
Śni się, że idę szczęściem otruty,
ty idziesz przy mnie, umarła.

«Więc ty umarłaś? Miła, ratunku!
Powiedz, czy jest w twojej mocy
oddać mi jeden z twych pocałunków
z tysiąca i jednej nocy?

Zgubiłem serce, dwa gwiazdozbiory
i dżakarandy kwiat dziwny...»
[Wiem, że to przez sen, że jestem chory
i we śnie jestem naiwny].

Ty wtedy ku mnie twarz swą anielską
zwracasz [nie tak jak umarli]
i nie wiem czemu, lecz po angielsku,
mówisz cichutko: «My darling...»

Pieją koguty, biją zegary
swe niepotrzebne godziny...
Ach! trzeba było snów i malarii
i trzeba było chininy.

Do Beatr

Zygmunt Krasiński

Darmo świat ziemski pląsem mnie otoczy,
Motylim skrzydłem chce udać anioła,
Pcha kwiaty w ręce, ciska iskry w oczy —
On wiary mojej przetworzyć nie zdoła.

Przebyłem drogę szczęścia i cierpienia
I nią doszedłem do tych ducha włości,
Gdzie się ideał serca już nie zmienia,
Bo zna go serce — pięknością piękności.

Do dziś dnia kocham, jak dawniej kochałem,
Tę samą postać, którąm ścigał szałem,
Tę samą duszę, którąm wielbił szczerze;

Obie mi widmem —jednem — świętem — białem —
Tylko w kochaniu wieczniejszym się stałem,
Bo w wieczność mego ideału wierzę!

Jakże zerwiesz

Zygmunt Krasiński

Jakże zerwiesz, co nas łączy
I zarazem tak rozdziera?
Nieśmiertelne — nie umiera —
Nieskończone — się nie kończy!

Darmo — darmo — już się stało!
Co się stało — nie odstanie!
Pęknie serce — zginie ciało —
Lecz nie przejdzie ukochanie!

By zlać z twoją moją duszę,
Jeśli trzeba umrzeć ciałem,
Ciałem umrzeć chcę i muszę —
Ach! bo wiele cię kochałem!

Czy w anielskim roztkliwieniu —
Czy namiętnym serca szałem —
Czy w radości — czy w cierpieniu —
O! ja wiele cię kochałem!

Teraz z sercem rozkrwawiałem
Szukam ulgi tylko w tobie —
Ulgi w tobie — albo w grobie!
O, ja wiele cię kochałem!

O, nie zrywaj, co nas łączy!
O, nie zrywaj, co mnie wspiera!
Nieśmiertelne — nie umiera!
Nieskończone — się nie kończy!

Różowe pączki

Zofia Rościszewska

Różowe pączki, śnieżyste pączki
Kwietnej jabłoni —
Dziś mi się śniły...
Na naszym ręku złote obrączki...
Z tobą dłoń w dłoni
Szliśmy, mój miły...

O Justynie

Franciszek Karpiński

Wyszła Justyna, czas przeminął mglisty,
Rozzielenił się las mój gałęzisty;
Oczyma swymi wszystko czaruje,
Sprowadza burzę albo wstrzymuje.

Gdzie tylko serce kochające było,
Wszystko się do jej białych nóg skłoniło.
Piękna królowo! cóż to się stało,
Że w twoim państwie wesołych mało?

Wyszła Justyna, mówić mi zaczęła
I zaraz radość serce me przejęła.
Rzekła: coś mi się o tobie śniło...
I to jej mówić do twarzy było.

Do motyla

Franciszek Karpiński

O jakież skrzydełka jego,
Barwa błękitna z różowym,
Na głowie coś zielonego,
A sam w pancerzu stalowym.

Motylu, piękny motylu!
Ja ciebie dziś złapać muszę.
Tylko stanę przy tym dylu,
Złapię; gałązki nie ruszę.

Do mojej miłej Justyny
Poniosę cię z skwapliwością;
Mój ty motylu jedyny,
Z jakąż cię przyjmie radością!

Ona ci porobi klatki,
Majem cię wkoło osłoni,
Każe zbierać różne kwiatki,
Jeść będziesz z jej białej dłoni.

Żeby ci tęskno nie było,
Ja szukać drugiego będę;
Jeśli wam tak w parze miło,
Jak ja z Justyną, gdy siędę.

Nie bój się śmierci z jej ręki,
Żyj, póki zechcesz na świecie:
Ona nie patrzy bez męki,
Choć brzydką muchę kto gniecie.

Oh, on poleciał w gęstwiny!
Nie złapię... próżno się kłócę;
Z czymże do mojej Justyny,
Z czymże ja z pola powrócę.

Izolina

Antoni Słonimski

Ciemne, smagłe policzki rumieńcem owiane,
Karmin pięciocentowy barwi blade wargi,
Słodka twarz Izoliny, oczy pełne skargi,
Najładniejsze są usta źle namalowane.

Z pełnej kurzu ulicy wejdźmy w owocarnię,
Gdzie zapach chłodnej farby jest szczęściem głębokim;
Będę mógł się uśmiechać do ciebie bezkarnie,
Gdy będziesz piła wodę z cytrynowym sokiem.

Włosy szarfą związane pachną macierzanką.
Bardzo łubię malutkie twoje ciemne pałce.
Kupię ci rękawiczki, będziesz chodzić w woalce:
Będziemy udawali kochanka z kochanką.

Piosenka o dniu pożegnania

Anna Achmatowa

Tak bezradnie pierś stygła mi z chłodu,
Ale szłam, zda się, lekko i żwawo.
Rękawiczkę, ot tak, bez powodu,
Z lewej ręki włożyłam na prawą.

I zdawało się, schodków tak dużo,
A widziałam, że tylko trzy były.
Klon zaszumiał w jesiennej wichurze..
Prosił. Zejdźmy do wspólnej mogiły!

Mnie oszukał, czy słyszysz, los srogi,
Los niedobry i zmienny zarazem.
Zawołałam: "Mój miły, mój drogi,
I mnie również. Umrzyjmy więc razem".

Oto piosnka o dniu pożegnalnym.
Obrzuciłam dom ciemny spojrzeniem.
Tylko świece jaśniały w sypialnym
Obojętnie-żółtym płomieniem.

Przełożył Leonard Podhorski-Okołów

Zaloty

Adam Mickiewicz

Póki córeczki opiewałem wdzięki:
Mamunia słucha, stryj czyta;
Lecz skórom westchnął do serca i ręki:
Ja słucham, cały dom pyta.

Mama o wioskach i o duszach gada,
Pan stryj o rangach, dochodach;
A pokojowa służącego bada
O mych w kochaniu przygodach.

Mamo, stryjaszku! Jedną tylko duszę
I na Parnasie mam włości;
Dochodów piórem dorabiać się muszę,
A ranga — u potomności.

Czym dawniej kochał? Ciekawość jałowa!
Czy kochać mogę? Dowiodę:
Porzuć lokaja, kotko pokojowa,
Przydź w wieczór na mą gospodę.

Sen

Adam Mickiewicz

Chociaż zmuszona będziesz mnie porzucić,
Jeżeli serca nie zmienisz w kochaniu,
Rzucając nawet nie chciej mnie zasmucić
I rozstając się nie mów o rozstaniu!

Przed smutnym jutrem niech jeszcze z wieczora
Ostatnia spłynie na pieszczotach chwilka;
A kiedy przyjdzie rozstania się pora,
Wtenczas trucizny daj mnie kropel kilka.

Do ust twych usta przycisnę; powieki
Zamykać nie chcę, gdy mię śmierć zamroczy;
Niechaj rozkosznie usypiam na wieki,
Całując lica, patrząc w twoje oczy.

A po dniach wielu, czy po latach wielu,
Kiedy mi każą mogiłę porzucić,
Wspomnisz o twoim sennym przyjacielu
I zstąpisz z niebios, aby go ocucić.

Znowu mię złożysz na twem łonie białem,
Znowu mię ramię kochane otoczy;
Zbudzę się myśląc, że chwilkę drzemałem,
Całując lica, patrząc w twoje oczy.

Oświadczyny

Lucjan Rydel

Poszła za mną za dom do ogródka,
Usiedliśmy na ławce pod ścianą,
Była trwożna i taka cichutka,
Kiedym patrzał w jej twarz ukochaną.

Lipa kwitła przed nami w ogródku
I pachniała drobnem kwieciem złotem...
Gdym za rękę brał ją pomalutku,
Serce we mnie waliło jak młotem.

"Chciałabyś mnie!" — "Myślę, żebym chciała.
"— Wierz mi, Jadwiś, że nam dobrze będzie."
"— Wierzę, panie..." A lipa słuchała
I słuchały nas kwiatki na grzędzie.

I nie kwiatki i nie lipa sama,
Całe niebo słuchało nas z góry,
I błękitna rozwarła się brama
I Bóg słuchał i anielskie chóry.

Tak i nie

Julian Tuwim

Już mi jest wszystko jedno,
Czy powiesz "nie" czy "tak",
Jeno mi Ciebie bardzo brak,
Jeno mi Ciebie strasznie brak!
...Żal gnębi duszę mą biedną.

Ach przyznam Ci się — muszę! —
Że wolę "nie" niż "tak"!...
Ale mi Ciebie bardzo brak,
Ale mi Ciebie strasznie brak!!!
...Żal gnębi biedną mą duszę.

A w serce coraz głębiej
Wpija się rdzawy hak —
I tak mi Ciebie bardzo brak!!!
I tak mi Ciebie strasznie brak!!!
...Żal biedną duszę mą gnębi.

O Hannie

Jan Kochanowski

Serce mi zbiegło, a nie wiem inaczej,
Jedno do Hanny, tam bywa naraczej.
Tom był zakazał, by nie przyjmowała
W dom tego zbiega, owszem, wypychała.
Pójdę go szukać, lecz się i sam boję
Tam zostać. Wenus, powiedz radę swoję!

Do Justyny

Franciszek Karpiński

Już tyle razy słońce wracało,
I blaskiem swoim dzień szczyci;
A memu światłu cóż to się stało,
Że mi dotychczas nie świeci?

Już się i zboże do góry wzbiło,
I ledwie nie kłos chce wydać;
Całe się pole zazieleniło:
Mojej pszenicy nie widać!

Już słowik w sadzie zaczął swe pieśni,
Gaj mu się cały odzywa;
Kłócą powietrze ptaszkowie leśni:
A mój mi ptaszek nie śpiewa!

Już tyle kwiatów ziemia wydała
Po onegdajszej powodzi;
W różne się barwy łąka przybrała:
A mój mi kwiatek nie schodzi!

O wiosno! Pókiż będę cię prosił,
Gospodarz zewsząd stroskany?
Jużem dość ziemię łzami urosił:
Wróć mi urodzaj kochany!

List

Antoni Słonimski

W obcym francuskim mieście
Pijesz wino czerwone z karafki,
Ciche morze oczy twe pieści,
Domki małe jak białe zabawki.

Jesteście tam na południu razem,
Tam są twoje suknie, których nie znam,
Ręce, które całowałem tyle razy,
I pewnie u kapelusza woalka rzewna.

Za długo już, moja jedyna...
Pomyśl — trzy lata krążę
Po hotelach i morskich głębinach
I wiem, że uciec nie zdążę.

Zabrałaś mi całą duszę.
Przyznaję to cicho ze łzami.
Tam daleko chcę cię wzruszyć
Tymi drukowanymi literami.

Przeczytasz to, co piszę,
W obcym mieście przy jakimś stole.
I dlaczego mnie to pociesza,
Że i ciebie to także zaboli?

Zawsze cicha jest czułość

Anna Achmatowa

Zawsze cicha jest czułość prawdziwa,
Nic jej przed okiem nie skryje.
Próżno twoja ręka troskliwa
Futrem otula mą szyję.
Próżno o miłości wschodzącej
Mówisz mi pokornym westchnieniem.
O, jak znam uparte, płonące,
Twe nigdy niesyte spojrzenie!

Przełożył Józef Kramsztyk

Ranek i wieczór

Adam Mickiewicz

Słońce błyszczy na wschodzie w chmur ognistych wianku,
A na zachodzie księżyc blade lice mroczy,
Róża za słońcem pączki rozwinione toczy,
Fijołek klęczy zgięty pod kroplami ranku.

Laura błysnęła w oknie, ukląkłem na ganku;
Ona muskając sploty swych złotych warkoczy:
"Czemu — rzekła — tak rano smutne macie oczy,
I miesiąc, i fijołek, i ty, mój kochanku?"

W wieczór przyszedłem nowym bawić się widokiem;
Wraca księżyc, twarz jego pełna i rumiana,
Fijołek podniósł listki otrzeźwione mrokiem.

Znowu stanęła w oknie moja ukochana,
W piękniejszym jeszcze stroju i z weselszym okiem;
Znowu u nóg jej klęczę — tak smutny jak z rana.

:o)

 
Pomóż zwiększyć popularność Poezji o Miłości.
Wystarczy, że skopiujesz poniższy kod i wkleisz go na własną stronę.